 |
Acer 4820TG w pełnej krasie |
Tylko mnie nie zlinczujcie. Marka Acer zawsze była dla mnie synonimem jakości. Przez długie lata żyłem w tym (niezbyt dobrze świadczącym o mojej wiedzy) przeświadczeniu. Na czym opierałem swoją opinię? Na modelu Acer TravelMate 291LMi, który zakupiony w 2005 roku zjeździł ze mną niemal cały świat i był poddawany najcięższym próbom (m. in. renderowałem na nim sceny w 3DStudio MAX), pracował czasami przy obciążeniu procesora wynoszącym 100% przez kilkadziesiąt godzin. I co? I nic. Sprzęt działa do dzisiaj i po dołożeniu dodatkowego RAMu dzielnie służy rodzinie. Zresztą ja nie o tym... (Chociaż poczciwej 291-ce poświecę chyba kolejny wpis, gdyż z całą pewnością na to zasługuje). Pamiętam jedynie, że kiedy go kupowałem sprzedawca powiedział: “Niech pan bierze tego, bo to ostatni wypust porządnych Acerów, dalej będzie już tylko tandeta”. Myślałem, że to takie gadanie sprzedawcy, ale okazało się, że w kilka lat marka Acer stała się synonimem najtańszego hipermarketowego badziewu. Tak było, aż do momentu pojawienia się w 2010 roku modeli z serii Acer ASPIRE TimeLineX, którymi Acer chciał wrócić do czołówki producentów laptopów. Czy mu się udało? Zapraszam do lektury testu laptopa Acer Aspire TimeLineX model 4820TG.