„The Drifter” to wbrew pozorom nie jest historia młodego zdolnego chłopca z miejskich przedmieść i jego leciwego BMW. To przygodówka z Austarlii w starym dobrym stylu „Point and Click”. Najbardziej przywodzi mi na myśl „Indiana Jones and the fate of Atlantis”. Mamy więc piksele, tajemnicę i ratowanie świata. Tyle tylko, że nasz bohater to nie Indiana Jones. Nie wszystko mu się w życiu ułożyło. W zasadzie nic. Czy więc uda mu się uratować świat? Nawet jeśli dostanie kolejną szansę? I kolejną, i kolejną…