Fabuła
Fabuła The Drifter jest jak oprawa graficzna. Retro. Lata
90-te(?) Nasz bohater Mick Carter próbuje dotrzeć na rodzinne spotkanie jednak
wplątuje się w przypadkową awanturę. Od tego momentu sprawy nabierają tempa, a
ciąg zdarzeń nie zdradza już znamion przypadkowości… Mick nie jest jednak typowym
bohaterem. To zrezygnowany, złamany człowiek, który egzystuje na marginesie społeczeństwa. Nie można mu jednak odmówić charakteru i determinacji. Pod tym
względem przypominał mi trochę detektywa Philipa Marlowe’a z powieści Raymonda
Chandlera.
Specjalnie jestem bardzo oszczędny w dozowaniu screenów z
gry i opisów fabuły, żeby nie zdradzać zbyt wiele.
Grafika
...zagadki...
Interfejs
Na krótką uwagę zasługuje twórcza interpretacja interfejsu "Point
and Click". Jeśli sterujemy myszką, widzimy kursor. Jeśli gramy na padzie
(lub w moim przypadku na Steam Decku, który jest do tej gry stworzony)
otrzymujemy kółko aktywności, które obsługujemy przy pomocy jednego ze joyów.
Jest łatwo i przyjemnie a rozgrywka nic na tym nie traci.
Muzyka i Dubbing
Muzyka jak muzyka. Dobrze dobrana do charakteru gry,
podkreśla klimat w stylu retro. Nie wpada w ucho ale też nie nuży. Podkład
głosowy zasługuje na osobne omówienie. To jeden z najlepszych dubbingów jaki
słyszałem w grach. Postacie mówią po angielsku, wyraźnie z dobrą intonacją,
dostosowaną do sytuacji. Ktoś naprawdę dopilnował aby dialogi nie brzmiały jak czytane
z kartki i to słychać.
Czy ja tego już nie pisałem?
The Drifter to dobra, dopracowana, przemyślana i klimatyczna
gra. Oczywiście, plansze lokalizacji mogły być nieco bardziej rozbudowane w
pionie (czarne paski na górze i dole ekranu nieco irytują), a projekty
graficzne zachowywać większą konsekwencję (w jednej lokalizacji bohater wsiada jako
kierowca do samochodu z lewej, a w innej z prawej strony) jednak to detale.
„Dryfujący” to nie jest „dobra przygodówka w stylu retro” to jest dobra gra po
prostu. Jeden jej element, podkład głosowy jest wręcz wybitny. The Drifter
oferuje powrót do retro na pełnej petardzie ale czyni to niejako przy okazji.
Retro jest tutaj środkiem a nie celem. Mnie ratowanie świata zajęło około 11
godzin ze wszystkimi zacięciami i próbami. Jeśli
lubisz takie klimaty, rozważ The Drifter.



Brak komentarzy:
Prześlij komentarz