niedziela, 14 czerwca 2026

The Drifter - piksele z Australii

 

„The Drifter” to wbrew pozorom nie jest historia młodego zdolnego chłopca z miejskich przedmieść i jego leciwego BMW. To przygodówka z Austarlii w starym dobrym stylu „Point and Click”. Najbardziej przywodzi mi na myśl „Indiana Jones and the fate of Atlantis”. Mamy więc piksele, tajemnicę i ratowanie świata. Tyle tylko, że nasz bohater to nie Indiana Jones. Nie wszystko mu się w życiu ułożyło. W zasadzie nic. Czy więc uda mu się uratować świat? Nawet jeśli dostanie kolejną szansę? I kolejną, i kolejną…


Fabuła

Fabuła The Drifter jest jak oprawa graficzna. Retro. Lata 90-te(?) Nasz bohater Mick Carter próbuje dotrzeć na rodzinne spotkanie jednak wplątuje się w przypadkową awanturę. Od tego momentu sprawy nabierają tempa, a ciąg zdarzeń nie zdradza już znamion przypadkowości… Mick nie jest jednak typowym bohaterem. To zrezygnowany, złamany człowiek, który egzystuje na marginesie społeczeństwa. Nie można mu jednak odmówić charakteru i determinacji. Pod tym względem przypominał mi trochę detektywa Philipa Marlowe’a z powieści Raymonda Chandlera.   


Kiedy poznajemy Nicka, musi on akurat przestać użalać się nad sobą i zacząć działać. Nasze przygody są ciekawie przedstawione i „trzymają tempo”.

Specjalnie jestem bardzo oszczędny w dozowaniu screenów z gry i opisów fabuły, żeby nie zdradzać zbyt wiele.  

Grafika

Skrojona na miarę 1986 roku. Postacie chociaż złożone z dużych pikseli, mają charakter i są dobrze animowane. Tła może nie dorównują tym z klasycznych przygodówek „złotej ery”, ale robią klimat i dobrze współgrają z postaciami. Lokacje nie są przeładowane detalami dzięki czemu możemy bez frustracji rozwiązywać…

...zagadki...

...stojące przed nami są logiczne. Nie natrafimy na sytuację gdzie konieczne jest np. naprawienie lampy przy pomocy banana (nie mówię, że się nie da, ale…). Ciekawym zabiegiem jest skonstrułowanie fabuły w taki sposób, że trzyma nas ona w niepewności co do skuteczności naszych czynów. Czasami nie wiadomo czy nasze na pozór bezowocne starania nie przyniosły jednak pewnych skutków w świecie gry. Fabuła daje nam pewne wskazówki, jednak nie są one jednoznaczne a często nawet niejednoznaczne. Sam zaciąłem się dwa razy w trakcie rozgrywki i musiałem kuknąć do Google, ale za każdym razem zamiast frustracji, towarzyszyło mi zrozumienie bo zagadka była logiczna, tylko mało czytelna lub wymagała skupienia. Przedmiotów w ekwipunku mamy zazwyczaj kilka i każdy znajdzie swoje zastosowanie. Niektóre rzeczy trzeba również łączyć aby z ich użyciem posunąć fabułę do przodu. Na wykonanie niektórych zadań mamy określony czas, a brak sprawności w ich sprawnym wyegzekwowaniu kończy się zazwyczaj dla bohatera źle. Gra nie jest jednak przeładowana zadaniami i lokacjami. W zabawie pomaga to, że stan rozgrywki można zapisać w dowolnym momencie.

Interfejs

Na krótką uwagę zasługuje twórcza interpretacja interfejsu "Point and Click". Jeśli sterujemy myszką, widzimy kursor. Jeśli gramy na padzie (lub w moim przypadku na Steam Decku, który jest do tej gry stworzony) otrzymujemy kółko aktywności, które obsługujemy przy pomocy jednego ze joyów. Jest łatwo i przyjemnie a rozgrywka nic na tym nie traci.

Muzyka i Dubbing

Muzyka jak muzyka. Dobrze dobrana do charakteru gry, podkreśla klimat w stylu retro. Nie wpada w ucho ale też nie nuży. Podkład głosowy zasługuje na osobne omówienie. To jeden z najlepszych dubbingów jaki słyszałem w grach. Postacie mówią po angielsku, wyraźnie z dobrą intonacją, dostosowaną do sytuacji. Ktoś naprawdę dopilnował aby dialogi nie brzmiały jak czytane z kartki i to słychać.  

Czy ja tego już nie pisałem?

The Drifter to dobra, dopracowana, przemyślana i klimatyczna gra. Oczywiście, plansze lokalizacji mogły być nieco bardziej rozbudowane w pionie (czarne paski na górze i dole ekranu nieco irytują), a projekty graficzne zachowywać większą konsekwencję (w jednej lokalizacji bohater wsiada jako kierowca do samochodu z lewej, a w innej z prawej strony) jednak to detale. „Dryfujący” to nie jest „dobra przygodówka w stylu retro” to jest dobra gra po prostu. Jeden jej element, podkład głosowy jest wręcz wybitny. The Drifter oferuje powrót do retro na pełnej petardzie ale czyni to niejako przy okazji. Retro jest tutaj środkiem a nie celem. Mnie ratowanie świata zajęło około 11 godzin ze wszystkimi zacięciami i próbami. Jeśli lubisz takie klimaty, rozważ The Drifter.  

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz